23.04.2018

Jak zapuścić grzywkę i nie stracić głowy?

Z grzywką sprawa czasami jest ciężka. Okazuje się bowiem, że jak już ją nosisz jakiś czas, to nagle wtedy dochodzi do Ciebie bardzo wyraźna chęć odmiany. A odmiana ta ma polegać na tym, że trzeba grzywkę zapuścić. I co się wtedy okazuje? Okazuje się, że zapuszczanie grzywki jest jak jazda na rowerze nad płonącym urwiskiem, tylko że bez roweru.

Kiedy już wiesz, że czeka Cię prawdopodobnie dramat, który w dodatku potrwa kilka miesięcy, najpierw postawiasz rezygnować. Oczywiście ten etap ja również przeżywałam. Szłam wtedy przeprosić się z fryzjerem i grzywkę podcinałam. Aż do kolejnego razu. Aby jak najlepiej opowiedzieć o dramacie zapuszczania grzywki (z przymrożeniem oka) postanowiłam przedstawić to z mojej własnej perspektywy. Grzywkę miałam przez dobre 6 lat i nagle doszłam do wniosku, że mieć jej już nie chcę. Moją walkę o jej zapuszczenie podzielę na kilka części, gdyż każdy z nich niesie ze sobą dość charakterystyczne odczucia i emocje. Dzięki temu dowiesz się jak zapuścić grzywkę i nie stracić przy tym głowy!

A jeśli trafiłaś tu i jesteś jeszcze na etapie przed grzywką, to sprawdź jak dobrać grzywkę do kształtu twarzy.

Część 1: Gotowość do walki

Ta część jest najłatwiejsza. Siadam przed lustrem i podejmuję bardzo ważną decyzję. Nie chcę mieć grzywki. Zadowolona z siebie już prawie czuję, jak moje cebulki włosowe odpowiadają: no spoko, będziemy rosnąć szybciej. Oczywiście już pierwszego dnia przetrząsam Internet w poszukiwaniu idealnej dla mnie fryzury. No przecież teraz to ja będę niczym Jennifer Aniston w „Przyjaciołach”. Moje czoło będzie stanowiło po prostu najlepszy element całej twarzy. Już marzę o tych fryzurach w stylu „zaczes” na bok. Patrzę i widzę to wyraźnie.

Pierwszy tydzień jest prosty, ponieważ jeszcze nie widać tak zmiany długości. Drugi też obleci. Pierwsze kryzysy zaczynają się koło trzeciego, czwartego tygodnia. Wtedy właśnie moja grzywka za punkt honoru stawia sobie wchodzenie mi w oczy. Może dlatego, że właśnie na tej wysokości jest w tym momencie zapuszczania. Teraz rozpoczyna się codzienna poranna walka o fryzurę. Zwłaszcza, że zapuszczałam grzywkę, którą miałam dość ciężką i ciętą na półokrągło. Można sobie tylko wyobrazić, że wyglądała ona niczym wielki placek zarzucony na czoło. Mimo pierwszego, lekkiego załamania nadal czułam się gotowa do walki o odsłonięte czoło. Po prostu uparłam się, że ją zapuszczę. Tutaj w ruch poszły lakiery do włosów, jakieś magiczne żele, a nawet szczotka, którą chciałam ją lekko podkręcić. Jednak nie polecam tego ostatniego. Chyba, że lubisz wyglądać jak Maria Antonina w karocy.

Część 2: Obrona

Kiedy upłynął pierwszy miesiąc byłam z siebie dumna. Stwierdziłam, że to po prostu niesamowite zwycięstwo. Stałam niczym Leonidas i czekałam na fanfary. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że kolejne tygodnie wystawią moją cierpliwość na prawdziwą próbę. Koło szóstego tygodnia moja grzywka przypominała bezkształtny krzak, który zadomowił się na stałe w okolicach mojego czoła. Nijak nie dało rady jej wystylizować. Oczywiście w tym czasie przeprosiłam się z wsuwkami, które w dzieciństwie pozbawiły mnie 30% włosów. Zadowolona z siebie kupiłam 100 czarnych wsuwek  i myślałam, że mam sprawę załatwioną.

Po trzech dniach ze stu wsuwek zostały mi 3. Nie pytajcie jak. Po prostu zniknęły. Myślę, że dołączyły do tych skarpetek, które uprowadza pralka i wszystkich rzeczy, które kładziesz w miejscu o nazwie „będę pamiętała, że tu leży” i za minutę na śmierć o tym zapominasz. Uzbrojona w 3 wsuwki i resztki godności przystąpiłam do formowania fryzury. To wydarzenie sprawiło, że dowiedziałam się o sobie dwóch rzeczy. Po pierwsze, całe życie nie widziałam, że wsuwek używam odwrotnie, niż powinno się ich używać.

jak używać wsuwki

Aby wsuwka spełniła swoje zadanie należy ją wsunąć we włosy karbowaną stroną DO DOŁU. Karbowana część nie służy do ozdoby, ale do przytrzymywania włosów.

Po drugie, moja stylizacja z użyciem wsuwek i tutoriali internetowych nadaje się co najwyżej, jako fryzura do mycia okien. W tym momencie nastąpił pierwszy bunt i stwierdziłam, że w sumie nie wiem o co mi chodzi z tą grzywką. W sumie to wyglądam w niej super i to wszystko nie jest warte moich cierpień. Mimo wszystko otrząsnęłam się z myśli o białej fladze. Postanowiłam, że będę walczyć dalej.

Tym razem stwierdziłam, że może warkocz mnie uratuje. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że w kwestii plecenia czegokolwiek, to zazwyczaj plotę głupoty. Pierwsze podejście do warkocza na bok przemilczę. Mogę jedynie nadmienić, że wyglądałam, jakby mnie ktoś przeczołgał twarzą do ziemi. W drugi warkocz tego dnia włożyłam całą swoją moc i wyszło coś, co można nazwać warkoczem czesanym wiatrem. Takie lekko niedbały, niby chaotyczny, niby beach waves. Pierwszy dzień z warkoczem udało się przetrwać. Grzywka mi nie przeszkadzała, nie wchodziła do oczu. Można to było uznać za sukces.

Część 3: Walka

Teraz rozpoczyna się najtrudniejszy czas. Grzywka urosła dokładnie za oczy. Jak patrzyłam w lustro to równie dobrze mogłam sobie garnek na głowę założyć. Myślę, że ten moment jest momentem najwyższej próby. Tutaj musiałam uruchomić niesamowite pokłady cierpliwości. Właśnie na tym etapie wymyśliłam, by rozkładać grzywkę na boki i prostować ją z całymi włosami. Wtedy powstawało złudzenie, że grzywka stanowi integralną część fryzury, a nie jakiś element, z którym nie wiadomo co zrobić.

Na tym etapie na nowo odkryłam możliwość wiązania włosów. Odnośnie tego, to musicie wiedzieć, że ja za wiązaniem nie przepadam. Jednakże grzywka miała już taką długość, że PRAWIE dała się związać. Tutaj na pomoc przychodziły oczywiście moje koleżanki wsuwki, których ilość na mojej głowie była dwucyfrowa. Gdyby wziąć te wsuwki i wbijać w plastelinę, to wyszedłby jeż. Wiązanie uratowało mnie z wielu dziwnych opresji. Zwłaszcza, że grzywka o takiej długości zasłania wszystko.

Jeśli dotrzesz do tego etapu, to tak na prawdę już prawie Ci się udało. Niestety etap ten jest walką. Walczysz z grzywką oraz ze sobą, bo masz ochotę ją ściąć. Walka będzie większa u dziewczyn, które nie lubią wsuwek, opasek czy koczków na czubku głowy. Ale! Jeśli przetrwasz ten etap, to później otwiera się przed Tobą kolejny. Tutaj grzywka jest gdzieś do połowy twarzy, ale oczywiście jeszcze NIE za ucho. Jednakże już taka długość daje większe pole manewru, ponieważ możesz ją pofalować, wyprostować na bok lub już lekko wycieniować u fryzjera by lepiej na boku się układała.

Część 4: Wygrana

Zapuszczanie grzywki trwa niestety dość długo. Jeśli przetrwasz trzy, cztery miesiące to możesz być pewna dwóch rzeczy. Po pierwsze, kiedy znów przyjdzie Ci chęć na grzywkę, to zastanowisz się sto razy, zanim ją zetniesz. A po drugie, poczujesz cudowny smak zwycięstwa!

Jak zapuścić grzywkę i wyglądać ładnie, czyli propozycje fryzur

Poniżej zebrałam kilka fryzury, które pomogły przetrwać mi zapuszczanie grzywki i nie wyglądać jak dziewczynka z Ringu. No i co ważne dla mnie, fryzury te są łatwe i osiągalne nawet dla mało uzdolnionej w kwestii układania włosów osoby. Czyli takiej, jak ja.

Prostowanie grzywki razem z włosami

Prostowanie grzywki z włosami to najprostszy sposób. Warunek jest taki, że grzywka musi być troszkę dłuższa, aby można było ją w ten sposób wystylizować. Najpierw trzeba robić przedziałek na boku. Następnie przystępujemy do prostowania. Grzywkę dokładnie prostujemy na boki, tak aby niemalże zlała się z resztą włosów. Aby mieć większą pewność, że grzywka pozostanie na swoim miejscu, spryskiwałam jeszcze wszystko lakierem. Grzywka utrwalona w ten sposób wytrzymywała naprawdę długie godziny. A przede wszystkim prezentowała się całkiem nieźle.

zapuszczanie grzywki

Źródło: www.welt.de i Instagram/jessrdolfi

Koki i kucyki

Tutaj sytuacja dla mnie była dość wyjątkowa, ponieważ ja za upięciami nie przepadam. Moim zdaniem potężnie popularny koczek o nazwie messy bun nie stanowi wyjściowej fryzury. No, ale wiadomo, każdy ma swój gust.

Kiedy grzywka jest jeszcze dość krótka, to aby spiąć wszystko razem trzeba posiłkować wsuwkami lub opaskami. Ale kiedy jest już nieco dłuższa, to świetnym sposobem jest lekkie natapirowanie, przez co uzyskamy podniesioną górę, a następnie upięcie wszystkiego. Sama nie spodziewałam się, że może z tego wyjść całkiem niezła fryzura. Oczywiście na koniec należy znów zabezpieczyć wszystko lakierem do włosów.

jak zapuścić grzywkę

Źródło: lava360.com i thegoddess.com

Warkoczyki i kłosy

Ten rodzaj fryzur wymaga już większych zdolności manualnych, których ja nie posiadam. Jednakże na szczęście praktyka czyni mistrza i można się nieco w tej dziedzinie podszkolić. Kłos z grzywki to dla mnie za wysokie progi, ale warkocz już jak najbardziej.

Ja robiłam to moim sposobem na skos. Czyli robiłam przedziałek dość nisko i przekładałam włosy na skos. Następnie zaplatałam grzywkę z dłuższymi włosami i na spinałam na koniec spinką lub wiązałam gumką, jeśli chciałam mieć kucyk na boku. Jak zwykle na koniec spryskuję wszystko lakierem.

Warkoczyk jest o tyle wdzięczny, ponieważ może być w wersji lekko rozwianej i wtedy otrzymasz fryzurę w stylu boho. A jeśli resztę włosów lekko podkręcisz, to otrzymasz bardzo romantyczny, delikatny efekt.

warkoczyk, kłos

Źródło: thefashionspot.com i trendyhairstyle.org

A jaki jest Twój sposób?

5 (100%) 5 głosów

Podobne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*